Gmina Teresin – znana z jogurtów, mąki i bazyliki. Oprócz tych miejsc jest wiele innych – mniej znanych, a może wręcz niedocenianych, bo mijanych codziennie, w pośpiechu. Jednym z nich jest dworzec kolejowy w Teresinie i sąsiadujący z nim skwer.
Nie potrzeba dalekich wypraw by zobaczyć piękno życia. Krótki spacer na najbliższą łąkę, zbadanie zakamarków własnego ogródka.
To pokaże, jak wiele rzeczy uważanych za oczywiste jest pięknych.
Bardzo często mijamy rzeczy lub miejsca, które wydają się nam bez znaczenia. Do czasu, gdy nie poznamy ich historii. Tak właśnie jest z kapliczką przy Muzeum Lwowa i Kresów w Kuklówce Radziejowickiej.
Skupisko stawów, a dokładniej glinianek po byłej cegielni. Niegdyś zarośnięte i trudno dostępne, z roku na rok, dzięki staraniom, m. in. Polskiego Związku Wędkarskiego z Wiskitek zyskuje blask i funkcjonalność.
Niewielka miejscowość leżąca kilka kilometrów od Żyrardowa. Na autostradzie A2 ma jednak nawet „swój” węzeł – „węzeł Wiskitki”. Miejscowość, która podzieliła losy sobie podobnych w XIX wieku.
Miejsce niezwykłe dla wielu katolików. Przyczyną powstania był cud. Cuda zdarzają się tu nadal. Nazywane Częstochową Mazowsza – Sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Miedniewicach.
Tyle gatunków roślin trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Drzewa o niezwykłej, łuszczącej się korze, strzeliste świerki oplecione bluszczem. Bajkowy, niezwykły świat. A wszystko w Arboretum SGGW w Rogowie.
Ciekawa alternatywa do spędzenia miło dnia na powietrzu. Zwłaszcza z dziećmi. Jest wszystko czego potrzeba im do szczęścia – piasek, woda i zjeżdżalnie.
Nikt nie przypuszczał, że 26 września 1948 roku zapisze się czarnymi literami w historii Osuchowa. Do dziś nie udało się ustalić wszystkich ofiar. Według różnych źródłem byłe ich około 50.
Jak poczuć klimat Sudetów 50 kilometrów od Warszawy? Wystarczy przyjechać od Osuchowa. Wszystko za sprawą położenia około 100 metrów nad poziomem morza w stosunku do stolicy. To sprawiło, że Osuchów nazywany jest dachem Mazowsza lub Małymi Sudetami.
Z XIV wieku pochodzą pierwsze wzmianki o kościele w Kampinosie. Dokładnie z 1377 roku pochodzą też pierwsze wzmianki o Kampinosie a dokładniej o Białym Mieście. Taką bowiem nazwę nosiła wówczas ta miejscowość. Jej historia nierozerwalnie łączy się z militarnymi bataliami. Tutaj odbył się zjazd obywateli ziemi sochaczewskiej, na którym postanowiono przystąpić do Insurekcji Kościuszkowskiej. Znaleźli tu schronienie uczestnicy Powstania Styczniowego. W dworze Zygmunta Podlewskiego, jednego z głównych dowódców znajdował się sztab. Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem, stojąca przed kościołem jest wotum wdzięczności dla bohaterów Powstania Styczniowego.
W czasie drugiej wojny światowej powstało ugrupowanie Armii Krajowej „Kampinos”. Podczas wojennych działań Niemcy, podobnie jak w innych kościołach, skonfiskowali dzwony. Nowy dzwon sprowadzono w 1945 roku a dwa kolejne 24 lata później.
Naprzeciwko kościoła rosną dwa, okazałe (liczące ponad 26 metrów) dęby szypułkowe. Po lewej nosi imię „Stefan” na cześć kardynał Stefana Wyszyńskiego. Dąb z prawej strony ma imię „Fryderyk” na cześć Fryderyka Chopina.
W pobliżu kościoła wytchnienie da ładny skwer. Atrakcją dla dzieci z pewnością będzie plac zabaw.
Wiele dzisiejszych wsi na terenach Puszczy Kampinoskiej zawdzięcza swoje istnienie budnikom. To oni wysuszali bagna szukając miejsc pod swoje osady. Cisowe, Dąbrowa czy Granica, to dawne osady budników.
Tutaj zwiedzić można dom z 1962 roku. Kryta strzechą chata oraz jej wyposażenie robi niezwykłe wrażenie. Jak byśmy odwiedzili dom dziadków. Przy nim rabaty loksów, cynii, malw i dalii. To jeszcze tutaj na łąkach można zobaczyć stogi siana ułożone na drewnianych żerdziach. W centrum Polski nadal są widoki, które powoli przechodzą do historii.
W Granicy mieści się również ośrodek dydaktyczna – muzealny. Obecnie jest w przebudowie i nie można go zwiedzać. Na zwiedzających czeka jednak skansen. Odbywają się tu imprezy plenerowe, m. in. wiosną i jesienią „Dziady Kampinoskie”.
Więcej o ofercie Kampinoskiego Parku Narodowego pod linkiem
Codziennie mijamy te same miejsca. Wydaje nam się, że dobrze je znamy. Nie zwracamy często już na nie uwagi. Czasem wystarczy jednak spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy, by pokazały jak piękna może być okolica, w której mieszkamy.
Sto lat list przeleżał wewnątrz krzyża. Odkryto go przypadkiem, gdy krzyż przewrócił się pod naporem wiatru i czasu. W ostatnią niedzielę kwietnia, po ponad wieku słowa listu ukrytego w krzyżu rozbrzmiały ponownie – podczas mszy w Kościele w Kurdwanowie.
Z ust do ust przekazywana była legenda o tym, że pod krzyżem stojącym przy Szkole Podstawowej w Kurdwanowie jest coś zakopane. W listopadzie 2017 roku dębowy krzyż runął. Spróchniał u podstawy i silny wiatr powalił go. Postanowiono wstawić w jego miejsce nowy. Legenda była nadal żywa, więc przygotowując wykop dokładnie przeszukano ziemię pod krzyżem. Niczego nie znaleziono. Uszkodzony, krzyż trafił do jednego z mieszkańców i posłużył do wykonania mniejszych krzyży. Wówczas odkryto nim skrytkę a w niej list. Napisany ręką mieszkańców, którzy sto lat temu posadowili krzyż. Słowa, które ponad wiek czekały zamknięte w butelce, znów ujrzały światło. Mieszkańcy usłyszeli je podczas mszy.
Stary krzyż stał blisko sto lat. Zabrakło pół roku. Był postawiony w maju 1918 roku a przewrócił się w listopadzie 2017.
Treść listu
„Na podziękowanie Panu Bogu i Matce Boskiej za ocalenie wszystkich mieszkańców majątku Kurdwanów podczas ataków pomiędzy dniami 18.12.1914. a 25.01.1915 pomiędzy wojskami rosyjskimi z jednej strony a niemieckimi z drugiej strony. Niżej podpisany Stanisław Grzegorzewicz wraz ze swymi siostrami Michaliną Bronisławą i Sabiną wznieśliśmy mniejszy Krzyż, aby oddać należny hołd Bogu i Matce Boskiej. Niechaj ten krzyż będzie pamiątką na wieczne czasy cudownego naszego ocalenia i niechaj w każdym przechodniu, który pod Tym Krzyżem odda hołd Bogu i Maryi, wznieci prawdziwą wiarę katolicką – niechaj dewizą życia każdego przechodnia będzie przykazanie Boskie: <Kochaj Boga nadewszystko, a bliźniego jak siebie samego>. W okresie wyżej wymienionym, kiedy tysiące pocisków szrapneli i granatów rwało się dziennie w obrębie podwórza, zabudowań i ogrodu, my – mieszkańcy Kurdwanowa wraz z całą służbą i dziś nie żyjącą już Matką naszą Stefanią z Myszczyńskich Grzegorzewicz, z rządcą naszym Janem Przedpełskim, jego żoną i dziećmi z chwilowo przebywającym u nas Zygmuntem Góreckim z żoną i synem, z siostrami naszymi Stefanią Grzegorzewicz i Ksawerą Łukawską z dziećmi mieszkaliśmy w podziemiach piwniczych lamusa murowanego i dwa razy sklepionego. Wszystkie budynki zostały rozbite, a lamus pozostał nietknięty, zawdzięczając gorącym modlitwom naszej Matki, której miano gorliwej katoliczki prawdziwie należy się.
Cześć Matce Naszej i Ojcu naszemu, którzy w nas wpoili zasady katolickie niech będzie na wieki. Parafia Kurdwanów ma swój drewniany kościół, który został uszkodzony trzema szrapnelami, plebania murowana wystawiona przed 10 laty uszkodzona dwoma pociskami inne budynki kościelne uszkodzone tylko przez żołnierzy rosyjskich. W pobliżu i dokoła kościoła mnóstwo granatów niem. padło. Dwa krzyże przydrożne spalone przez żołnierzyrosyjskich. -Słup na niniejszy krzyż został przezemnie sprowadzony z lasów Iłowskich, ramiona zaś z lasów Kozłów Szlacheckich w chwili kiedy władze okupacyjne niemieckie po niespełna 4 latach okupacyi, wycieli i zabrali do Prus wszystkie lasy z Królestwa Polskiego. – Krzyż ten wykonał własnoręcznie cieśla z Bolimowa Wład. Dymecki, a cała służba folwarczna dla upamiętnienia tej ważnej chwili na własnych rękach zaniosła ten Krzyż z podwórka majątku na plac zwany „Szkółką”. Na CZYTAJ WIĘCEJ